Między asymilacją a rezygnacją

Zwykły wpis

P1040643Myślę że ci, którzy pozostają w Kraju, na miejscu, mają ujednolicony pogląd na emigrację i emigrantów, bo dzielą ich na dwie grupy: tym którym się powiodło i tym, którym się nie udało. Powodzenie jest oczywiście rozumiane jako dorobek materialny lub status społeczny. Niepowodzenie natomiast jest automatycznie utożsamiane z niskim poziomem życia. Ale prawda, jak to zwykle bywa, jest dużo bardziej skomplikowana.

Niektórzy imigranci pragną od samego początku zaasymilować się, czyli stać się innym. Taka postawa „podoba się” w kraju adopcji, gdyż z reguły oznacza ona success story potwierdzające samowartość kraju adopcji, jego ekonomiczną, polityczną czy kulturową wyższość. Na początku mojej imigracji poznałam kilku takich Polaków, którzy jakby momentalnie przechodzili na północnoamerykańskie reguły gry, ale tak naprawdę robili to w imię swojej własnej wygody i czystego egoizmu.

Są też tacy, którzy zamykają się w swoim własnym kręgu etnicznym. Ich kontaky z innymi ograniczają się do miejsca pracy lub do sporadycznej relacji z konieczności. To właśnie o nich opowiada sztuka teatralna Sławomira Mrożka pt. Emigranci, w której inteligent-pisarz i prosty robotnik dzielą nie tylko mieszkanie w suterenie ale również ten sam los niezdolnych do przystosowania się emigrantów. Pomimo różnicy, jaka między nimi istnieje pod względem wykształcenia i możliwości intelektualnych, obaj wyglądają jakby wylądowali z innej planety.

Trzecia kategoria imigratów to ci, którzy zamieszkują tzw. trzeci obszar, tj. przemieszczają się wśród innych zachowując jednocześnie swoją tożsamość. Nie chodzi tu oczywiście o skamieniałą Polskość, ale o to, że ona się przekształca pod wpływem kontaków, rozmów, konfrontacji z innymi.

W tych trzech przypadkach pojawia się problem granicy: asymilacja to jej przeskoczenie,  rezygnacja to jej przeniesienie na obce teryterium, a co do ostatniego przypadku, granica staje się częścią tożsamości i samodefinicji. Jest to byt na krawędzi!

Chciałabym na zakończenie wspomnieć o tych, którzy przedwcześnie a nawet anonimowo odeszli, o tych, którzy nie zdążyli zrealizować się na emigracji. Często docierali na ten drugi brzeg—a przejście przez Zelazną kurtynę wymagało dużo sprytu, odwagi i poświęcenia—, ale nigdy nie było im dane rozwinąć skrzydła w miejscu, gdzie osiedli i z którym z pewnością wiązali niejedną nadzieję.

Tak było z Markiem, który zmarł na schodach wracając do domu.

Tak było z Jurkiem, który znalazł się bezdomny na ulicy i ślad po nim zaginął.

Reklamy

„Cień za sercem”

Zwykły wpis

P1010686

Anglojęzyczna powieść Vladimira Nabokova pt. Pnin, podobnie jak cały jego dorobek literacki porusza problemy emigracyjne związane z samotnością, poczuciem obcości, przemieszczaniem się z miejsca na miejsce i osbsesyjnym wracaniem do wspomnień z przeszłości.  Pnin jest raczej niezdarnym osobnikiem, któremu zdarza się zapomnieć o bagażu lub pomylić pociągi. Trudno jest mu również nawiązać kontakty towarzyskie lub utrzymać więzi rodzinne. Żyje jakby w stanie zawieszenia i odizolowany od realności, która go otacza.

Prześwietlający go lekarze zauważali u niego cień za sercem, ale nie byli w stanie rozwikłać tej zagadki.

Czyli czasami emigracja staje się jakby nieuleczalną „chorobą”, specyficznym egzystencjalnym stanem, którego tak naprawedę nawet powrót do Kraju nie poprawi, gdyż emigracyjne doświadczenie staje się nieodłączną i niewymazalną częścią życia, które radykalnie zmienia spojrzenie na świat i na samego siebie.

O więzi

Zwykły wpis

P1010932

Więzi pozwalają nam na poczucie przynależności do grupy, jak rodzina, szkoła, miejsce pracy lub całe społeczeństwo. W przeciwieństwie do więzi rodzinnych, które są nam z reguły narzucane przez naturę, wszystkie inne rodzaje więzi są arbitrarne, czyli uwarunkowane społecznie,  gdyż albo opierają się na tradycji, powielanych normach i wartościach, albo są kształtowane na drodze porozumienia między członkami danej grupy.

Więź, jak samo słowo na to wskazuje, łączy, wiąże jednego człowieka z drugim, więc trudno ją sobie wyobrazić bez wspólnego języka, który nie tylko pozwala na przekazanie jakiejś informacji lub pustą wymianę słów, ale umożliwia porozumienie się na czysto ludzkiej płaszczyźnie, czyli poznanie życia i duszy innego człowieka jak i siebie samego.

Przeprowadzka do innego kraju powoduje zerwanie tych pierwotnych więzi. Oczywiście że można je podtrzymywać latami dzięki różnym formom komunikacji, ale prędzej czy później ulegną one rozluźnieniu. Problem jednak tkwi w czymś innym: nie tylko trzeba utrzymywać dawne relacje, ale przychodzi walczyć o nowe i to w zupełnie obcym środowisku. Przyznam się że działanie na tych dwóch frontach staje się w pewnym momencie egzystencjalnie męczące, bo to imigrantowi przypada aktywna rola starającego się o swoje przetrwanie w Kraju i jednocześnie o wypracowanie sobie normalnych bytowych warunków w kraju adopcji. Bez ciągłego wysiłku stare więzi zwyczajnie się wykruszają. Rosyjski poeta Iosif Brodski, którego los rzucił do Stanów, określił swoją nieobecność w rodzinnym stronach jako dziurę w pejzażu, którą z czasem zarośnie trawa.

Kruchliwość jest dla mnie symbolem losu imigranta.

Tożsamość polska na obczyźnie

Zwykły wpis

P1040534

Żyjąc w swoim własnym kraju i obracając się na codzień między swoimi sprawia, że funkcjonujemy jak społeczne ogniwo, które spaja w jedność język, historię, kulturę a nawet najbardziej realną przestrzeń, w której się poruszymy, bo ona wciąż ma nam przypominać kim jesteśmy poprzez pomniki, muzea, domy kultu, a nawet nazwy ulic.

Imigracja brutalnie przerywa tę więź i po początkowej dezorientacji, narzuca się pomału pewien dystans do naszej własnej kultury i tożsamości. Po pierwsze stajemy się obiektem oględzin, gdyż nas na zimno obswerują i osądzają inni, a po drugie, sami po pewnym czasie zaczynamy pod wpływem ciągłej konfrontacji stawać się krytyczni do nas samych i do kraju, z którego pochodzimy. Ten proces doprowadza wreszcie do powolnej zmiany tożsamości, gdyż zamiast być osadzoną w jednym kulturowym kontekście znajduje się gdzieś na granicy lub pomiędzy różnymi obszarami.

Jedną z pierwszych i może najbardziej brutalnych konfrontacji, jaką Polacy przeżywają na Zachodzie dotyczy historii Polski. Od dzieciństwa jesteśmy świadomi tego, że jest ona nieodłączną częścią dziejów Europy choćby ze względu na to, że Polacy bronili europejski kontynent przed Mongołami i Turkami, nie mówiąc już o II wojnie światowej, którą znamy z opowiadań naszych dziadków, rodziców i innych uczestników, którzy sami brali czynny udział w walkach rozgrywających się na wszystkich frontach. Niestety, przykro się dowiedzieć, że Zachód nas ciągle wypycha gdzieś na jego peryferię, poza obręb tzw. cywilizacji. W swojej aubiograficznej książce Rodzinna Europa, Czesław Miłosz pisze nawet o tym, że jesteśmy dla Europy tym, kim są Indianie na kontynencie amerykańskim!

Różnica jest w tym, że Zachód pamięta o swoich zwycięstwach, a Polacy, tak jak i Żydzi, świętują przede wszystkim porażki, przegrane wojny i bitwy, jak i ich ofiary, które nie tylko wchodzą do historii jako obiektywny fakt, ale przekszałcają się w symbol bohaterskiego poświęcenia, czyli wchodzą do kultury jako jej trwała wartość i wzorzec postępowania.

Wiele lat temu przeczytałam wywiad z Andrzejem Żuławskim, który wtedy mieszkał we Francji, na temat jego stosunku do polskości. Wyraził się dosyć jasno, że nie chodzi tu o podtrzymywanie kulinarnych tradycji, chodzenie do polskiego kościoła, albo tańczenie kujawiaków, ale o to, żeby przekazać innym to, co jest wartościowe w polskiej kulturze i to, co koniecznie chcemy, aby przetrwało w nas samych na obczyźnie.

Ci, którzy nigdy nie wrócili

Zwykły wpis

Dante Od dzieciństwa znany nam jest motyw włóczęgi Odyseusza, greckiego bohatera z homerowskiego eposu Odyseja, któremu po dziesięcioletniej tułaczce udaje się powrócić do domu, do swojej ukochanej Itaki.

Nie było to jednak dane wszystkim uchodźcom, a zwłaszcza tym, którzy przekroczyli Żelazną kurtynę za czasów komunizmu. Albo rząd zatroszczył się o to, albo sami z różnych powodów nie chcieli już wracać, albo zwyczajnie nie zdążyli.

Przychodzi mi na myśl postawa rosyjsko-amerykańskiego pisarza Vladimira Nabokova, dla którego decyzja niepowrotu była decyzją moralną, bo nie chciał mieć nic wspólnego z sowieckim rządem, który unicestwił „jego” przedrewolucyjną Rosję. Powrócił jednak do Europy osiedlając się w Szwajcarii. Pomimo światowej sławy i pieniędzy, mieszkał do śmerci w hotelu. Tak, uważam, że hotel jest pięknym epilogiem w życiu imigranta: miejsce tranzytu, które zawsze kojarzy się z anonimowością, krótkotrwałymi kontaktami, przemieszczaniem się, no i walizkami.

Nasz pisarz Witold Gombrowicz też nie wrócił do kraju, bo był dezerterem. Wybuch II Wojny Światowej zastał go na statku w drodze do Argentyny w 1939 roku. Jak sam napisał, był pisarzem, a nie żołnierzem. Został wierny swojej własnej misji. Na kilka lat przed śmiercią powrócił jednak do Europy osiedlając się we Francji po 24 latach pobytu za Oceanem. Powrót na Stary Kontynent, choć nie mógł przyjechać do Polski, musiał być dla niego olbrzymim przeżyciem. Wg. wersji jego żony Rity Gombrowicz, po wielkich trudach i staraniach zorganizował rozmowę telefoniczną ze swoim bratem mieszkającym w Warszawie. Musieli to dobrze zgrać, gdyż obaj korzystali z budki telefonicznej, jeden w Warszawie, a drugi w Berlinie. Była to ich pierwsza rozmowa na żywo po tylu latach. Podobno był tak wzruszony słysząc głos brata, że dostał strasznego ataku astmy i nie mógł wydukać nawet jednego słowa. Zamiast rozmawiać, na przemian kasłał i płakał, aż komunikacja została przerwana.

Reakcja Gombrowicza jest dla mnie do pewnego stopnia symptomatyczna: nie da się przeskoczyć bariery i opowiedzieć historii swojej imigracji. Albo nie znajduje się słów, albo nie ma słuchacza, bo często bywa, że tych w Kraju akurat to nie interesuje…

Kiedy zdarza mie się być we Florencji, to bardzo lubię chodzić śladami poety A. Dantego, autora Boskiej Komedii, wygnanego ze swojego rodzinnego miasta, do którego pomimo sławy i starań nigdy nie powrócił.

W Boskiej Komedii tak opisuje tę rzeczywistość:

Tu lascerai ogni cosa diletta
Piú caramente; e questo è quello strale
Che l’arco dello essilio pria saetta.
Tu proverai sí come sa di sale
Lo pane altrui, e come è duro calle
Lo scendere e il salir per l’altrui scale.

W przekładzie Edwarda Porębowicza wygląta to tak:

Naprzód porzucisz najsłodsze kochania:

To pierwsza będzie z twych losów przygody

Strzała puszczona po łuku wygnania.

Poznasz następnie, jakie gorzkie gody

Spożywać cudzy chleb; jak uciążliwa

Droga wstępować na nie swoje schody.

RAJ, Pieśń XVII (55-60)

Wizerunek Dantego i jego poezja są obecne na każdym kroku w jego rodzinnym mieście. Czyli w jakiś sposób udało mu się powrócić!

A co z Odyseuszem? Istnieje wersja, w której Odyseusz po powrocie do Itaki i radości ze spotkania z bliskimi, wyrusza znowu w drogę, tak jakby sens jego życia znajdował się gdzie indziej, z daleka od domu.

Nieobecni

Zwykły wpis

Maria Janion, wybitna polska historyczka literatury, zwróciła uwagę na to, że polska kultura jest głęboko osadzona w romantyzmie. Analizując np. polskie elementy twórczości Jerzego Korzeniowskiego (Joseph Conrad) podkreślała, że ta polskość ujawnia się m. in. w duchowej sile jednostki, która umożliwia egzystencjalne i moralne samoczerpanie, a przez to różni się od mentalności Brytyjczyków, których czyny opierają się raczej na posłuszeństwie wobec monarchy lub szacunku dla prawa, więc na wartościach narzuconych z zewnętrz.

Wiele zawdzięczam prof. Janion ze wzgędu na to, że pomogła mi zrozumieć specyfikę polskiej kultury a przez to moją własną Inność na emigracji. I jakby się z nią pogodzić! Pisząc również o duchach i widmach, zwróciła moją uwagę na jeszcze inny aspekt polskiej kultury, a który dotyczy dialogu z nieobecnymi, czyli z tymi, którzy znikają w bitwach i powstaniach, na wojnach, w łagrach i więzieniach, jak i tych, którzy udają się na emigrację. Jest to więc dialog toczący się między żywymi i zmarłymi, między pozostałymi i nieobecnymi. Odległość i cisza są zasadniczymi elementami tego dialogu, które uaktywniają pamięć i włączają wyobraźnię.

Wstęp

Zwykły wpis

Ci, którzy pozostali w kraju, w swoim własnym domu, co wiedzą o emigracji? Co wiedzą o swoich bliskich, którzy wyjechali, oprócz tego ile zarabiają i na co ich stać? A ci, którzy opuścili kraj, jaką historię opowiadają o sobie i o losie imigranta? A może już nikogo nie interesują takie tematy w naszym coraz bardziej kurczącym się i ujednoliconym świecie? A jednak…