O czasie

Zwykły wpis

Linie na drzwiach

Oprócz konwencjonalnych form organizujących czas, takich jak kalendarz i zegarek, istnieje czas wewnętrzny podlegający innej logice i innemu rytmowi. Emigracja jest właśnie takim specyficznym momentem, który raz na zawsze uświadamia nam istniejącą rozbieżność między tymi dwoma sferami, gdyż pęka kontinuum czasowe, które obejmuje całość życia od dziecińswa aż do starości i śmierci. To kontinuum jest oczywiście iluzją, ale wiara w nią nadaje naszemu życiu jakiś sens, choćby ze wzgędu na poczucie zakorzenienia i przynależności do zamieszkiwanego miejsca.

Na emigracji to szablonowe kontinuum „dzieciństwo-szkolne lata-okres aktywności zawodowej-założenie rodziny” itd. zmienia się w bardziej chaotyczną organizację czasu, nad którą niekiedy trudno zapanować.

Początki imigracji są raczej nastawione na teraźniejszość i przyszłość. Jest to walka o przeżycie i o przysłowiowe miejsce pod słońcem w nowym środowisku. Z jednej strony gwałtowne przyspieszenie, a z drugiej projekcja przyszłości, która staje się motorem działania w dążeniu do celu, jakim jest przede wszystkim osięgnięcie satysfakcjonujących warunków bytowych, a z czasem poczucie zadomowienia się i stabilizacji.

Ten piewszy etap zajmuje kilka dobrych lat. A potem tempo wyraźnie zwalnia. Przychodzi więc czas na rozmyślania i podsumowywania. Czy warto było?

Przyznam się, że nie można na to pytanie dać jednej bezwględnej odpowiedzi. Z czasem zrozumiałam, że tak samo nie da się wymienić jednej jedynej przyczyny wyjazdu. Jest ich zawsze wiele. Pod pozornie jedną główną motywacją kryją się inne, drobniejsze, bardziej subtelne i tym samym trudniejsze do wychwycenia. Ale dobrze jest do nich dojść grzebiąc w zakątkach pamięci, bo ułatwia to pogodzenie się z przeszłością i z wyborami, które dokonaliśmy. Pozwala to jednocześnie na wejście w kontakt z samym sobą, a tym samym lepiej siebie samego poznać.

Wydaje mi się, że wszystkie odpowiedzi na te „wielkie” emigracyjne pytania powinny z biegiem czasu zmieniać się, bo to znaczy, że jesteśmy w stanie aktywnie włączyć przeszłość do teraźniejszości, a tym samym uniknąć bycia niewolnikiem „utraconego czasu”.

Reklamy

About lato1980

Moim emigracyjnym patronem jest zdecydowanie Witold Gombrowicz. Poniższy cytat z jego Dziennków porusza właśnie to, co mnie najbardziej interesuje w losie emigranta: "Wiedzcie, że ojczyzna wasza to nie Grójec, ani Skierniewice, nawet nie kraj cały, i niech krew uderzy wam na policzki rumieńcem siły na myśl, że ojczyzną waszą wy sami jesteście! Cóż z tego, że nie przebywacie w Grodnie, Kutnie lub Jedlińsku? Czyż kiedykolwiek człowiek przebywał gdzie indziej, niż w sobie? Jesteście u siebie, choćbyście znajdowali się w Argentynie lub w Kanadzie, ponieważ ojczyzna nie jest miejscem na mapie, ale żywą istotnością człowieka. [...] Nie bądźcie, mówię, mazgajami. Nie zapominajcie, że póki mieszkaliście w Polsce nikt z was Polską się nie przejmował, ponieważ ona była codziennością. Dziś natomiast nie mieszkacie już w Polsce, ale za to Polska silniej w was zamieszkała – ta Polska, którą określić należy jako najgłębszą ludzkość waszą, urobioną pracą pokoleń. Utrata ojczyzny nie wtrąci w anarchię tylko tego, kto umie sięgnąć głębiej, poza ojczyznę, dla kogo ojczyzna jest tylko jednym z objawień wiecznego i uniwersalnego życia." Gombrowicz Dziennik 1953

2 responses »

  1. Witam! Kiedy przeczytałam pierwszy akapit poczułam lekkie uderzenie, bo dokładnie tak się czuję. Lepiej nie ubrałabym tego w słowa. Pozdrawiam serdecznie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s